Krótka historia zakupu chleba tostowego w supermarkecie.
W kolejce do kasy w dyskoncie stoją trzy osoby z tym samym produktem – wielką, miękką paczką chleba tostowego.
Jedna pani bierze go „bo dzieci lubią”, drugi pan „bo szybko się robi w pracy”, trzecia osoba mówi do kasjerki, że „to na imprezę, bo wszyscy jedzą tosty z serem”.
Na taśmie obok leży zwykły chleb na zakwasie – trochę nieforemny, zbyt twardy jak na instagramowe kanapki. Przez chwilę oba światy spotykają się na półce.
Potem wracamy do domu, wrzucamy biały tost do tostera i nie zastanawiamy się, co tak naprawdę kryje się między kromką a etykietą.
Może warto choć raz się zatrzymać.
I przeczytać te małe literki, które zwykle ignorujemy.
Dlaczego chleb tostowy to nie jest „normalny chleb”?
Dietetycy mówią wprost: chleb tostowy ze sklepu to produkt pieczywopodobny, a nie klasyczny bochenek z piekarni.
W jego składzie znajdziemy nie tylko mąkę, wodę, sól i drożdże czy zakwas.
Pojawiają się także:
• syropy glukozowo-fruktozowe
• oleje roślinne
• emulgatory i wzmacniacze smaku
Tost ma być idealnie miękki przez wiele dni, elastyczny jak gąbka i zawsze tak samo biały.
To nie przypadek – to efekt projektu technologicznego.
Prawdziwy chleb żyje. Tost ma przetrwać.
Prawdziwy chleb starzeje się, wysycha, zmienia się jego skórka i zapach.
Chleb tostowy ma trwać.
I właśnie za tę „nieśmiertelność” płacimy składem, który bliżej ma do wyrobu piekarniczo-przemysłowego niż do tego, co pamiętamy z dzieciństwa.
Nie chodzi o to, żeby wyrzucić toster.
Chodzi o to, żeby wiedzieć, co wybierasz.
żródło:/www.alternatywa21

